Orzechówka

Z przepisów mojej Babci.

Orzechówka, a w zasadzie wódka orzechowa.

Dziesięć zielonych jeszcze zupełnie orzechów poprzekrawać na cztery części i zaraz kłaść do kwarty najlepszego spirytusu we flaszkę z szerokim otworem. Dlatego zaraz kłaść, bo inaczej czernieją. Włożyć kawałek cynamonu długości trzy cale i dwa gwoździki, nie więcej. Gdy to postoi w cieniu, co jest zasadą wszelkich wódek, cztery do pięciu dni najwyżej, przecedzić przez gęsty muślin lub jedwabne sito, zrobić syropu z czterdzieści deka, lub jeśli ktoś woli wódkę słodszą, z sześćdziesiąt deka cukru i pół kwarty wody, zagotować raz i gorący rozbierać przecedzonym spirytusem, wymieszać, ostudzoną przefiltrować w butelki przez bibułę i choć na trzy miesiące zostawić w spokoju, nie używając jej wcale.

Tyle moja Babcia. A co to za wódka? Dosyć niezwykła. Charakteryzuje się dawno zapomnianym aromatem, którego dzisiaj nie znajdziemy w dostępnych w sklepie masowych wyrobach monopolowych. Smak tej wódki przypomina szalone lata dwudzieste dwudziestego wieku, gdy panie z dobrych domów bawiły się na rautach i w wiejskich dworkach. Wódka ta ma jeszcze jedną, bardzo niezwykłą cechę: jest świetnym, wielokrotnie sprawdzonym lekarstwem. Łagodzi niezwykle szybko i skutecznie wszelkie dolegliwości żołądkowe.

Kilka rzeczy w tym przepisie wymaga wyjaśnienia. Po pierwsze, chodzi o orzechy. Mają to być orzechy włoskie. Trzeba je zebrać z drzewa gdy jeszcze mają miękkie wnętrze, dające się łatwo przekroić zwykłym nożem, ale sa już uformowane. Pewnych trudności interpretacyjnych może też przysporzyć używana przez Babcię jednostka miary objętości – tutaj odsyłam do słowniczka.

Dodaj komentarz