Full Frame Makro

Czyli z armatą na wróbla (a raczej robala)

Do przeprowadzenia eksperymentu i napisania tego artykułu zmobilizowało mnie pytanie, jakie padło pewnego dnia na pl.rec.foto: czy jest sens przejść z formatu APS-C na Full Frame, jeżeli 90% zdjęć to makro? W wolnej chwili wyciągnąłem sprzęt i poszedłem do ogródka. Zestaw, jaki użyłem, widać na poniższym zdjęciu:

sprzet

Pełnoklatkowy zestaw makro.

Co tu mamy: pełnoformatowy Nikon, obiektyw makro 105mm, do tego dwie soczewki makro Nikon 5T i Nikon 6T, lampa błyskowa oraz… kawałek butelki po płynie do spryskiwacza. Aparat i obiektyw, to jasne. Lampa – też jasne. Co prawda dzisiaj bardzo jasno, niebo bezchmurne, więc warunki oświetleniowe dobre, ale do uzyskania akceptowalnej głębi ostrości trzeba mocno (bardzo mocno) przymknąć przysłonę, więc bez lampy i tak będzie trudno.

No a soczewki? Obiektyw makro daje odwzorowanie 1:1, a więc teoretycznie całkiem dobre. Ale mamy aparat Full Frame. Oznacza to, że kadr będzie wypełniony dopiero takim obiektem, który ma 36mm długości. A to już spory robalek jak na Polskę.

Dlatego założyłem na obiektyw dwie soczewki makro. Tu trzeba uważać – niskiej jakości soczewki makro mogą całkowicie zrujnować obraz. Dlatego zastosowałem oryginalne soczewki Nikona. Niestety, te soczewki nie są już produkowane. Niemniej jednak ich zastosowanie nieco poprawiło sytuację w zakresie skali odwzorowania, co widać na poniższym zdjęciu:

linijka

Tyle mieści się na przetworniku.

Na zdjęciu widać kawałek zwykłej linijki. Jest to pełny kadr, widzimy około 21mm skali, długość matrycy wynosi w tym aparacie około 36mm, więc mamy skalę odwzorowania jakieś 1,7:1 (powiększenie 1,7 razy). To już całkiem nieźle. Pozostaje jeszcze kwestia tego kawałka butelki. Otóż działa on jako dyfuzor dla lampy błyskowej. Zastosowanie dyfuzora daje bardziej miękkie i równomierne oświetlenie, a przez to fotografowany obiekt wygląda zdecydowanie bardziej naturalnie. Jakie efekty uzyskałem? To widać na kolejnych zdjęciach (wszystkie zdjęcia ukazują pełny kadr, bez kadrowania):

koniczyna

105mm, 1/250s, f/57, ISO 500.

pajak

105mm, 1/250s, f/57, ISO 640.

pszczola

105mm, 1/250s, f/57, ISO 1600.

tarczowka

105mm, 1/250s, f/57, ISO 1250.

Pora na spostrzeżenia i wnioski. Pierwszy wniosek: sprzętem Full Frame da się robić zdjęcia makro. Ale zaraz za tym idą kolejne, już trochę mniej zachęcające spostrzeżenia:
– sprzęt Full Frame jest duży i ciężki. Duży, więc tylko te owady z największym parciem na szkło wytrzymują psychicznie i nie uciekają w popłochu. Ciężki, więc po kilkudziesięciu minutach trzymania go, ręce zaczynają odmawiać posłuszeństwa i najnormalniej w świecie zaczynają się trząść.
– wraz ze wzrostem skali odwzorowania maleje głębia ostrości. W przypadku sprzętu Full Frame musimy uzyskać większą niż w przypadku mniejszych matryc skalę odwzorowania, a więc głębia ostrości będzie mniejsza. W efekcie, aby uzyskać głębię ostrości jak w aparacie z mniejszą matrycą, trzeba mocniej przymknąć przysłonę obiektywu. A to powoduje problem z oświetleniem (szczególnie tła, które wychodzi czasami zupełnie czarne), a także odchodzimy bardzo daleko od optymalnej dla danego obiektywu wartości przysłony, przy której ten obiektyw daje najlepszą jakość obrazu.
Odnośnie problemu z oświetleniem tła – tu duża matryca w pewnym stopniu zmniejsza ten problem, ponieważ w przypadku dużej matrycy mamy niski poziom szumów, więc możemy z jednej strony podnieść czułość (nawet do ISO 3200), a dodatkowo możemy próbować rozjaśnić tło w procesie obróbki zdjęć. W przypadku małych i bardzo małych matryc takie działanie nie jest możliwe, ponieważ w efekcie uzyskuje się zaszumione tło, a więc trzeba zadbać o dobre oświetlenie tła podczas robienia zdjęć.

Silne przymykanie przysłony ma jeszcze jeden efekt uboczny: świetnie widać wszelkie pyłki, jakie w procesie produkcji aparatu dostały się między matrycę a filtr IR/AA, siedzą na filtrze IR/AA czy też na soczewkach obiektywu. Na szczęście pyłki te łatwo usunąć z obrazu podczas obróbki.

Tytułem podsumowania: moim zdaniem sprzęt Full Frame to zły wybór do zdjęć makro. Duża matryca powoduje więcej problemów w tym przypadku niż daje korzyści. Lepiej jest stosować aparat z mniejszą matrycą. Nawet kompakt z małą matrycą będzie lepszy niż Full Frame. Dla przykładu poniżej zdjęcia makro zrobione aparatem z matrycą formatu APS-C (pełny kadr, bez lampy błyskowej):

mucha

Nikon D70, 180mm, 1/160s, f/11, ISO 200.

wtyk

Nikon D70, 180mm, 1/80s, f/11, ISO 200.

rynnica

Nikon D70, 180mm, 1/125s, f/14, ISO 200.

omomilek

Nikon D70, 180mm, 1/100s, f/22, ISO 1600.

kwiat

Nikon Coolpix 5700 (matryca 2/3″, czyli 8,8mm x 6,6mm), 21mm, 1/125s, f/7,8, ISO 100.

Aparatem z matrycą formatu APS-C znacznie łatwiej uzyskać rozsądne powiększenie – tam, gdzie przy zastosowaniu matrycy APS-C wystarczyła skala odwzorowania 1:1, zapewniana przez sam obiektyw makro, dla aparatu z matrycą Full Frame trzeba uzyskać powiększenie na poziomie 1,5:1, a więc trzeba dodać soczewki makro lub makro konwerter, jednocześnie bardziej przymykając przysłonę dla uzyskania tej samej głębi ostrości.

Dodaj komentarz