Film START 11

Zmagania z nieznanym filmem.

Pewnego dnia kupiłem w Internecie za kilkadziesiąt złotych stary, nieco sponiewierany, średnioformatowy aparat mieszkowy. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po jego otworzeniu, w środku znalazłem założony film. Film najwyraźniej był stary i długo w tym aparacie siedział, a razem z aparatem siedział zakopany gdzieś w szafie i zapomniany przez właściciela. Film był założony, ale nie było zrobione nawet jedno zdjęcie. Wychodzę z założenia, że na czym jak na czym, ale na filmie oszczędzać nie warto, więc mój pierwszy odruch to wyrzucić film, bo stary, przegrzany i nie wiadomo co to. Ale w końcu zapakowałem ten film w foliowe opakowanie od nowego filmu, który właśnie załadowałem do mieszkowca w celu jego przetestowania i wrzuciłem do szafy.

Film przeleżał (tym razem w mojej szafie) kolejne chyba cztery czy pięć lat. W międzyczasie odłożyłem średni format, koncentrując się na cyfrze i wielkim formacie, aż pewnego dnia bez powodu sięgnąłem po jeden z aparatów średnioformatowych i zacząłem się zastanawiać, czy mam coś, co mógłbym do niego załadować (w sensie filmu). Przewalając rupiecie w szafie, znalazłem… ten stary film.

No dobrze: film w aparacie, ale jak go naświetlić? Wszystko co było widać, przedstawia poniższy obrazek:

start11start

Jak widać, nalepka z nazwą filmu zerwana przez poprzedniego użytkownika, na papierze tylko napis START 11, oznaczenie typu 120/620 oraz podane liczby klatek różnych formatów. Czyli co, znaczy film nazywa się START 11? Przeszukałem Google na wszystkie sposoby i stosując wszelkie odmiany, szyki i słowa pomocnicze – brak efektu. Przyjąłem zatem, że START 11 oznacza, że film nazywa się START (może jakiś tani, dla początkujących amatorów?), a 11 to oznaczenie czułości. Ponieważ film jest stary, to na pewno nie ISO, tylko DIN. A więc 11DIN. Czyli ISO 10. OK, mamy czułość, idziemy robić zdjęcia.

Po zrobieniu całej rolki, ukazał się drugi koniec filmu. I tu zaskoczenie – film wcale nie nazywa się START. Co gorsza, wcale nie ma czułości 11DIN, czyli ISO 10! On ma czułość ISO 80!!! Dopiero na drugim końcu papieru pojawiła się nalepka, z której wynikało, że jest to ORWO NP 20. No, mogłem zacząć od przewinięcia filmu, sprawdzenia końcowej naklejki i ponownego przewinięcia filmu, ale wtedy nie byłoby takich emocji 🙂

Poniżej obrazek, jaki zobaczyłem już po naświetleniu całej rolki na ISO 10 🙂

start11end

No i co teraz? Film tragicznie prześwietlony! Czy w ogóle jest sens marnować wywoływacz? Trzeba spróbować, tylko z głową. Film prześwietlony – trzeba go słabiej wywołać. Do tego najlepiej w wywoływaczu działającym wyrównawczo. No to mamy już kandydata: Tetenal Ultrafin Liquid. Z moich poprzednich prób wynika, że jest on bardzo dobry do wywoływania wyrównawczego, więc i tym razem go zastosuję. Trzeba go rozcieńczyć 1+30. W takim rozcieńczeniu standardowy czas wywoływania ORWO NP 20 wynosi 12 minut. No to ja zastosuję czas wynoszący 8 minut – o 1/3 krótszy od nominalnego.

Jak zaplanowałem, tak zrobiłem. Z niecierpliwością czekałem na koniec wywoływania i drżącymi z emocji rękami otworzyłem koreks. W międzyczasie w wyobraźni widziałem różne wersje katastrofy: czysty, przezroczysty film, cały czarny film, albo też ziarno jak groch, albo jak ziemniaki. Ale nie! już pierwszy rzut oka na szpulkę powiedział mi, że jest obraz! A po rozwinięciu filmu aż się zdumiałem: wyszło całkiem nieźle! Jak na film, który kilkadziesiąt lat leżał w szafie założony do aparatu, następnie został kilkakrotnie prześwietlony i na koniec wywołany w nieprzetestowanym wywoływaczu w niesprawdzonym czasie – no, to wyszło wręcz rewelacyjnie!

A oto efekty tej całej szamotaniny:

20100123_011

20100123_009

20100123_003

Biorąc pod uwagę naświetlenie filmu o czułości ISO 80 jakby miał czułość ISO 10, to chyba wyszło całkiem nieźle 🙂

 

Dodaj komentarz