Densytometr

Własnej roboty (no, prawie).

Chciałem jakoś bardziej naukowo podejść do zagadnienia testowania czułości filmu Neopan Acros oraz doboru prawidłowego czasu wywoływania, ale droga naukowa zawsze kończyła się na problemie: skąd wziąć densytometr? Oczywiście można go kupić. Tu niestety pojawia się problem pieniędzy. A czy nie można jakoś samemu zbudować dansytometr?

Okazało się, że można i jest to bardzo proste. Co jest potrzebne? W zasadzie dwie podstawowe rzeczy: źródło światła oraz… światłomierz punktowy. Tak się składa, że obie te rzeczy miałem pod ręką.

Jako źródło światła zastosowałem po prostu lightbox. Pojawiły się dwa problemy. Pierszy problem to doprowadzenie do sytuacji, w której światło będzie się wydobywało z lightboxu tylko w małym obszarze, niezbędnym do podświetlenia mierzonego fragmentu negatywu. Drugi problem to pozbycie się światła zewnętrznego, które padając na płytę lightboxu w dowolnym miejscu, wydobywa się w tym punkcie, w którym leży badany negatyw, zmieniając przez to odczyt. Oba te problemy udało się rozwiązać banalnie prosto, poprzez przykrycie lightboxu czarnym, nieprzezroczystym papierem, w którym wyciąłem małą (o średnicy około 5mm) dziurkę. Ta dziurka to właśnie źródło światła podświetlającego mierzony negatyw.

lightbox

Lightbox dostosowany do selektywnego podświetlania fragmentu negatywu.

Do pomiaru gestości optycznej wystarczy światłomierz punktowy. Trzeba go tylko nieco dostosować do nowego zadania. Otóż światłomierz punktowy zazwyczaj ma optykę dostosowaną do pomiaru światła z odległości co najmniej 1m. Tymczasem w zastosowaniu jako densytometr, pomiar dokonywany jest z odległości kilku do kilkudziesięciu milimetrów. Potrzebna jest korekcja optyki światłomierza. Można to zrobić przy pomocy soczewek (na przykład soczewek maro), natomiast ja wykorzystałem to, co miałem pod ręką: obiektyw Novar od starego aparatu mieszkowego Nettar.

Drugi problem to zmuszenie światłomierza do mierzenia wyłącznie tego, co chcemy aby mierzył. Z jednej strony trzeba ograniczyć pole widzenia – tu stosujemy zwykłą przesłonę w postaci kartonika z dziurką. Z drugiej strony musimy zwalczyć najgroźniejszego przeciwnika, czyli odblaski. Odblaski mogą zafałszować wyniki pomiaru w takim stopniu, że nie będą się one do niczego nadawały. Przekonałem się o tym osobiście – przed wyeliminowaniem odblasków błąd pomiaru fragmentu paska testowego o dużej gęstości optycznej przekroczył 300%! Natomiast po wyeliminowaniu odblasków błąd pomiarowy spadł do kilku %. Jak wyeliminować odblaski? Po prostu na obiektyw trzeba założyć tubus. Na końcu tubusu montujemy przesłonę ograniczającą pole widzenia i gotowe.

tubus

Tubus, którego zadaniem jest wyeliminowanie odblasków wraz z przesłoną, ograniczającą pole widzenia.

Z czego zrobić tubus? Można z brystolu. Trzeba tylko pamiętać o pomalowaniu go od środka czarnym tuszem. Ja wykorzystałem kopertę ochronną ładunku quickload – gruby, sztywny, czarny i całkowicie nieprzezroczysty papier. Tubus zamontowałem na obiektywie, a całość na światłomierzu.

densytometr

Cały „densytometr”, zamocowany na płytce umożliwiającej precyzyjne pozycjonowanie względem lightboxu.

Pozostaje jeszcze jedna kwestia. Otóż światłomierz nie jest wyskalowany w jednostkach gęstości optycznej. Jak więc dojść, jaką gęstość optyczną ma mierzony negatyw? To proste: gęstość optyczna jest jednoznacznie powiązana ze stosunkiem światła przechodzącego przez negatyw do światła padającego na negatyw. Wielkości te powiązane są poprzez logarytm dziesiętny. Co to oznacza w praktyce? Otóż zmiana odczytu światłomierza o 1EV odpowiada zmianie gęstości optycznej o 0,3. Teraz już wszystko jest proste: jeżeli pomiar światła bez negatywu daje na przykład 12EV, natomiast pomiar przez negatyw daje 11EV to oznacza, że ten negatyw ma gęstość optyczną 0,3. Jeżeli pomiar przez negatyw daje wynik 10EV, to negatyw ma gęstość 0,6. I tak dalej. Prawda że proste? Efekt zastosowania mojego densytometru widać na przykład na stronie poświęconej Acrosowi.

 

Dodaj komentarz