Żegnaj, Nikon!

I nastał ten dzień: po około 20 latach rozstałem się z Nikonem. Od kwietnia używałem równolegle D810 i X-Pro2 i zauważyłem dwie rzeczy:

  1. Nikon leżał, Fuji był w użyciu
  2. Gdy używałem równolegle D810 i X-Pro2, to często zdjęcia z X-Pro2 były lepsze niż z D810 – nawet, gdy z oboma korpusami używałem ten sam obiektyw – AF Micro Nikkor 200mm f/4.

Co mnie skłoniło do zmiany systemu?

  1. Obiektywy. Do Fuji obiektywy są zaprojektowane do formatu DX – małe, lekkie, poręczne, a do tego świetne optycznie. Do Nikona rozsądne obiektywy s a tylko formatu FX – duże, ciężkie, nieporęczne. Tak, jest kilka formatu DX, ale nie takie, jakich potrzebuję.
  2. Cechy użytkowe korpusów. Nikon wyraźnie idzie w kierunku sportu: szybki AF, duża liczba klatek na sekundę, celownik optyczny na bazie lustra. Fuji w większym stopniu ma to, czego ja potrzebuję: skala głębi ostrości, brak lustra (nie szarpie, brak problemu dokładności pomiaru AF).

Czy moje rozstanie z Nikonem jest definitywne? Nie wiem – czas pokaże. Ale dokąd Nikon nie ma w ofercie dobrego systemu bezlusterkowego (Nikon 1 nie jest dobrym systemem bezlusterkowym), dotąd szanse mojego powrotu są znikome.

AF-S Nikkor 12-24mm f/4 G ED DX

AF-S Nikkor 12-24mm f/4 G ED DX
AF-S Nikkor 12-24mm f/4 G ED DX

Ciekawy obiektyw. Należy do linii bardziej zaawansowanych, przeznaczonych dla wymagających fotoamatorów oraz profesjonalistów. Bardzo solidnie zbudowany. Kiedy wziąć go do ręki, sprawia wrażenie porządnego obiektywu. Wbudowany silnik AF-S pozwala szybko i bezgłośnie ustawić ostrość. Możliwe jest także ręczne ustawianie lub korygowanie ostrości bez konieczności przełączania sposobu ustawiania ostrości. Podczas ustawiania ostrości przedni element nie obraca się, dzięki czemu stosowanie filtrów efektowych, w tym polaryzacyjnych jest możliwe. Jakość optyczna obiektywu jest na bardzo wysokim poziomie. Zdjęcia wychodzą ostre, winietowanie jest stosunkowo niewielkie.

Czytaj dalejAF-S Nikkor 12-24mm f/4 G ED DX

Nowe Nikony

Nikon pokazał ostatnio dwa nowe korpusy: D5 i D500. O ile D5 mnie nie interesuje (za duży, za ciężki, za drogi), o tyle D500 zapowiada się bardzo interesująco. Nowa matryca, nowy sposób sterowania lampami, nowy układ AF i… nowe karty pamięci. I tylko jedna szczypta rozczarowania: brak wbudowanej lampy błyskowej.

Czytaj dalejNowe Nikony

Timelapse

Zimowe ferie w Bieszczadach dały mi nie tylko chwilę oddechu, ale także możliwość pobawienia się trochę sprzętem. No i nie mogłem sobie odmówić wypróbowania funkcji „Timelapse” Nikona D810. Efekt, jak na pierwszą próbę, całkiem niezły, chociaż nie idealny 🙂

Rozważania nad wielkością matrycy

Wielkość matrycy aparatu cyfrowego wciąż budzi wiele emocji. Dużo osób uważa, do pewnego stopnia nie bez racji, że im większa matryca, tym lepsze zdjęcia. Ale nie jest tak prosto – większa matryca to mniejsza głębia ostrości, co jest korzystne przy portrecie, ale powoduje problemy w makro. Większa matryca to większa użyteczna czułość, ale też większa waga i większy rozmiar aparatu. Dlatego najlepiej byłoby dobierać za każdym razem aparat, a dokładnie wielkość matrycy do zadania. Jakie wielkości matrycy mamy obecnie do dyspozycji? Pełna klatka filmu małoobrazkowego, czyli potocznie Full Frame, albo w nomenklaturze Nikona FX. Klatka zmniejszona, czyli format APS-C, albo u Nikona DX. Następnie własny format Olympusa i Panasonika – µ4/3. A dalej matryca 1″, czyli u Nikona CX oraz formaty mniejsze, stosowane głównie w kompaktach, a więc 1/1,8″ oraz 1/2,33″. Więcej tutaj.

 

 

Nikon D750

Zbliża się Photokina, więc słychać coraz więcej pogłosek. Jedna z nich mówi, że Nikon zaprezentuje model D750. Full frame, 24Mpix. Z ruchomym ekranem. Zastanawiam się tylko, po co taki właśnie model? Jest D610 (24Mpix), jest D810 (36Mpix). To po co D750? Coś mi się wydaje, że Nikon nadal nie słucha tego, co mówią użytkownicy. Od lat czekamy na następcę D300s (D7100 niestety nie kwalifikuje się, ze względu na kilka braków, jak prostokątny wizjer, do którego nie pasują profesjonalne akcesoria oraz brak typowego, 10-cio pinowego złącza). I nieco krócej, ale też czekamy na porządny korpus bezlusterkowy. I co? I nic. Ani widu, ani słychu jednego czy drugiego.

Nikon D810

Nikon właśnie ogłosił wprowadzenie na rynek nowego korpusu, D810. Korpus ten zastępuje D800 i D800E, wprowadzone dwa lata temu. Czytając specyfikację nowego modelu odnotowałem kilka miłych zmian, jak całkowite usunięcie filtra dolnoprzepustowego, czy też tryb wyboru pola ustawiania ostrości z grupy pięciu sąsiadujących ze sobą, albo też przeprojektowanie modułu lustra w celu zmniejszenia wibracji, ale tak naprawdę to jestem nieco rozczarowany. Dlaczego? Bo zabrakło wielu innych rzeczy, które są znane z innych aparatów i nie widzę żadnego powodu, dla którego nie mogłyby trafić do D810.

1. Video 4K. No tak, nie mam telewizora 4K, ani monitora 4K. Ale dlaczego nie mogę nagrać materiału w standardzie 4K na przyszłość? Jestem całkowicie pewien, że procesor D810 dałby radę, a opcja ta nie znalazła się w D810 tylko i wyłącznie ze względów marketingowych: prawdopodobnie video 4K będzie najważniejszą cechą kolejnego korpusu tej klasy, za kolejne dwa lata.

2. D810 umożliwia nagrywanie filmów w rozdzielczości 1080p z prędkością 50 kl/s i 60 kl/s. A dlaczego nie 120 kl/s? I 200 kl/s? A nawet 1200 kl/s? Choćby tylko z centralnej części matrycy i w małej rozdzielczości, jak to jest zrobione w Nikon 1 V3?

3. Nikon pisze, że został przeprojektowany zespół migawki i komory lustra w celu wyeliminowania drgań – to jest rzecz bardzo ważna dla uprawiających makrofotografię oraz fotografię krajobrazu. Ale dla tych samych fotografujących równie ważna jest możliwość kadrowania na dużym ekranie, który daje się co najmniej odchylać do góry i dołu, tak jak na przykład w Olympusach OM-D E-M5 i OM-D E-M1. Dlaczego Nikon nie może wprowadzić podobnego rozwiązania? Nawet dzisiaj, tuż przed napisaniem tego artykułu, walczyłem z brakiem odchylanego ekranu w D800E, kładąc się w mokrej trawie. żeby widzieć ekran D800E podczas robienia zdjęć z niskiej perspektywy.

W sumie w nowym D810 znalazłem kilka dobrych zmian – najbardziej mi się podoba sposób pomiaru światła z zachowaniem jasnych partii obrazu. Co prawda nie jest to jeszcze znany z Olympusów pomiar punktowy na światła i pomiar punktowy na cienie, ale zawsze coś. Tylko że… zbyt mało znalazłem zmian, które rzeczywiście przemawiałyby do mnie. Czy zmienię D800E na D810? Może w przyszłości zmienię zdanie, gdy pojawi się więcej pozytywnych informacji na temat pracy z tym nowym korpusem, ale dzisiaj mam zamiar zostać z D800E – co najmniej do chwili pojawienia się następcy D810.

Aktualizacja oprogramowania Nikon D800E i Nikon UT-1

Niemożliwe stało się możliwe! Jakiś czas temu pisałem o podłączeniu Nikon D800E do sieci LAN w celu zdalnego sterowania aparatem. Wtedy pisałem też, że rozwiązanie Nikona ma szereg irytujących i poważnie utrudniających życie wad. Jakież było moje zdumienie, gdy w opisie nowej wersji oprogramowania do Nikon D800E oraz UT-1 znalazłem rozwiązania najważniejszych problemów!

I tak:

– Brak możliwości aktualizacji oprogramowania UT-1 za pomocą aparatu innego niż D7100 – ten problem został usunięty. W wersji oprogramowania 1.10 Nikon D800E również zyskał możliwość aktualizacji oprogramowania UT-1. Chyba nie muszę dodawać, że natychmiast skorzystałem z okazji i zaktualizowałem oprogramowanie UT-1 do wersji 2.0.

– Brak możliwości sterowania D800E z podpiętym UT-1 z zastosowaniem czegokolwiek innego niż drogie oprogramowanie Nikon Camera Control Pro – problem rozwiązany! Teraz wystarczy telefon lub tablet z Wi-Fi oraz przeglądarką! UT-1 podłączony do D800E działa jako serwer www, poprzez który możemy sterować aparatem! Rewelacja! To naprawdę działa! Coś mi się wydaje, że weekend upłynie pod znakiem maltretowania Nikona 😀

Tym samym zostały usunięte dwa najważniejsze dla mnie problemy i zestaw Nikon D800E + UT-1 ogromnie zyskał w moich oczach.

Niestety, nie wszystkie problemy zostały usunięte. Nadal jeżeli chcemy skorzystać z Nikon Camera Control Pro, musi zostać dokonane „parowanie” aparatu z komputerem, na którym będzie działać Nikon Camera Control Pro. To jest bardzo dziwny sposób funkcjonowania oprogramowania. No, ale trudno – postęp i tak jest ogromny i teraz już nie mogę narzekać 🙂

Nikon 1 V3 – luźne przemyślenia

Już od dłuższego czasu interesuję się aparatami bezlusterkowymi, jako opcją dla dużych, ciężkich i nieporęcznych lustrzanek. Moje dotychczasowe doświadczenia wskazują, że bezlusterkowce bardzo dobrze sobie radzą, zarówno w dziedzinie fotografii (tu moim ulubionym aparatem jest Olympus OM-D E-M1) jak też w dziedzinie filmowania (a tu lubię Panasonic GX7). I od samego początku obserwuję poczynania Nikona w zakresie bezlusterkowców. Nie będę ukrywał, że bardzo liczyłem na poważne podejście Nikona do tematu, ale jak dotąd wciąż jestem rozczarowany kolejnymi modelami. A to z dwóch powodów. Po pierwsze, dlaczego aż tak mały sensor? Jak pokazał sam Nikon, nawet sensor formatu DX można zapakować w bardzo mały korpus. A jak pokazała firma Sony, można to zrobić nawet z sensorem formatu FX. Zmniejszenie korpusu samo w sobie jest dobre, ale tylko do pewnego momentu. Pójście zbyt daleko powoduje problem niewygodnego – bo zbyt małego – korpusu. Jest co prawda jedno zastosowanie, dla mnie bardzo interesujące, gdzie miniaturyzacja sensora (choć może niekoniecznie powiązana z miniaturyzacją korpusu) jest pożądana – mam tu na myśli makrofotografię, ale ta dziedzina wymaga pewnych innych rzeczy, o których Nikon jakby zapominał. Kolejne modele serii Nikon 1 dają bardzo fajne możliwościw w zakresie automatycznego ustawiania ostrości, nagrywania filmów i inne. Ale wciąż brakuje ( i to jest „po drugie”) czegoś, co nazwałbym systemowością. I tu docieramy do Nikona 1 V3. Matryca o rozdzielczości 18 mln pikseli – niby fajnie, ale przy wielkości przetwornika 1 cal oznacza to de facto problem z szumami i niską rzeczywiście użyteczną czułością. Mimo to do makro chętnie zastosowałbym Nikona 1 V3, ponieważ w przypadku fotografii makro i tak występuje problem deficytu światła, z którym wiadomo jak sobie radzić, a im mniejsza matryca, tym większa głębia ostrości, z którą w makro zawsze jest problem, ale… Nikon 1 V3 nie daje mi możliwości poradzenia sobie z problemem oświetlenia. Dlaczego? Bo Nikon z jakiegoś dziwnego (no, może nie aż tak dziwnego – jak zwykle chodzi o pieniądze) powodu postanowił zafundować użytkownikom serii 1 całkowity brak zgodności z akcesoriami do lustrzanek oraz tylko jedno gniazdo akcesoriów, o które muszą konkurować zewnętrzna lampa błyskowa oraz wizjer. Do makro zewnętrzna lampa błyskowa jest konieczna. Tak więc o wizjerze można zapomnieć. Nikon 1 V3 ma lampę wbudowaną i ma opcjonalną lampę zewnętrzną. Ale wbudowana nie potrafi sterować tą zewnętrzną. Nie potrafi też sterować żadną lampą Nikona. Lampa zewnętrzna, umieszczona w porcie akcesoriów, też nie potrafi sterować żadną lampą Nikona. Tak więc problem oświetlenia w makrofotografii pozostaje w świecie Nikon 1 całkowicie zignorowany i pozostaje wyłącznie ręczne ustawianie energii błysku zewnętrznej lampy, wyzwalanej za pomocą fotoceli. Jak na 21 wiek – słabo.

Nie będę ukrywał – przyglądam się Nikonowi 1 V3 z dużym zainteresowaniem, ale nie potrzebuję tzw „małpki” do noszenia w kieszeni. W tej roli z powodzeniem występuje iPhone. Poszukuję natomiast czegoś z małym sensorem, ale systemowego, do poważniejszych zadań w makrofotografii. I tu jak na razie Nikon 1 nie może konkurować z systemem mikro 4/3. Wielka szkoda.

Kwiatek

Tak mnie naszło, żeby spróbować zrobić zdjęcie kwiatka. A oto efekt:

Kwiatek

Niby nic szczególnego. Ot, taki sobie byle jaki kwiatek na byle jakim zdjęciu.

Tylko że kolejne zdjęcie, to poniżej, może jednak dać nieco do myślenia 🙂

Kwiatek i zapałka

Tak, to ten sam kwiatek. A obok… łepek od zwykłej, standardowej zapałki 🙂