Nowa moda w restauracjach

Jedna dobra, droga restauracja. Druga dobra, droga restauracja. I w każdej co? Ziemniaki podane w łupinach. A to smażone, a to pieczone, a to gotowane. Może ja jestem ciemny, durny cymbał ze wsi, ale u mnie na wsi wszystko było jasne i poukładane: ziemniaki w łupinach dla świń, a dla ludzi obrane. Były tylko dwa wyjątki: ziemniaki z ogniska i ziemniaki w mundurkach były w łupinach. Ale łupin i tak się nie jadło, tylko wyjadało się wnętrze upieczonego ziemniaka lub obierało się z łupin ziemniak w mundurku. A jak niby mam obierać na talerzu upieczone czy usmażone kawałki ziemniaka, polane czy to tłuszczem czy sosem? A może właściciele tych restauracji uważają swoich klientów za świnie, które zjedzą wszystko, co dostaną do koryta? Niektóre pozycje w menu jakoś na to wskazują: „koryto dla dwojga”, „chłopskie koryto” czy „koryto Madeja”. I znów – u mnie na wsi z koryt jadły świnie, a my jadaliśmy z talerzy, przy użyciu sztućców. Innych do przystawki, innych do zupy, innych do dań głównych (a tak, mięso innymi, a rybę innymi). Nawet łyżeczki były inne do herbaty, a inne do kawy. Wiem, komuna sporo zmieniła, na „salony” weszła kaszanka na gazecie, wódka w musztardówce i podobne specjały. Ale żeby jeść z koryta?! Nieobierane ziemniaki?! I jeszcze mam za to płacić?! Za to, że pozwalam jakiemuś oberżyście zrobić z siebie świnię?!

Panie Jakubie, przecież iPad to nie to samo co tablet!

Pewnego wieczora siedziałem sobie w domu, gdy zadzwonił telefon. W słuchawce usłyszałem głos pani, która w imieniu mojego operatora komórkowego proponowała przedłużenie umowy. Jedną z atrakcji, zachęcających do przedłużenia umowy, miał być tablet za 1zł. Ponieważ od jakichś dwóch lat mam iPada, to grzecznie odpowiedziałem, że nie jestem zainteresowany, bo używam iPada. Jakież było moje zdumienie, gdy usłyszałem po drugiej stronie: „Panie Jakubie, przecież iPad to nie to samo co tablet!”. Po chwilowym osłupieniu pozbierałem się i stwierdziłem, że rzeczywiście – iPad to nie do końca to samo co tablet i z mentalnym chichotem odłożyłem słuchawkę. Pomyślałem sobie, że pani z call-center albo ma źle napisany skrypt, albo się zupełnie nie zna na tabletach, a chciała błysnąć. Pewien swojej wyższości zapomniałem o tym zdarzeniu.

Czytaj dalejPanie Jakubie, przecież iPad to nie to samo co tablet!

Klasyka

Joseph L. Mankiewicz, 1963 rok. Elizabeth Taylor, Richard Burton, Rex Harrison, Hume Cronyn, Roddy McDowall. Jednym słowem – „Cleopatra”. To jest film! To jest scenariusz! To jest gra aktorska i to jest scenografia! Ponad cztery godziny, z których każda minuta jest warta obejrzenia.

Nowa willa.

Osiedle powiększa się.

20130406155623

Starą willę przebudował deweloper Dzięcioł.

20130406155605

Więc trzeba było zbudować nową.

Stary domek był zbudowany dla sikorek modrych. I w pierwszym sezonie rzeczywiście gniazdowały w nim sikory modre. Ale po przeróbkach wprowadzonych przez dzięcioła, domek przejęły bogatki. Tak więc pojawiła się potrzeba zbudowania nowego domku i właśnie dzisiaj domek pojawił się na drzewie. Zobaczymy, czy spodoba się modrym i czy w nim zamieszkają. Pierwsze oględziny już były i widać było wyraźne poruszenie odkrytą zmianą.

 

Robaczek

Rano (no, to taki tradycyjny zwrot) wyszedłem do ogródka na kawę. Wziąłem też banana. Siedzę, jem banana i widzę, jak po stole pełznie robaczek. Taki malutki, 10 milimetrów długości, milimetr grubości. Zdjąłem z banana takie białe pasemko, które jest między skórą a miąższem i położyłem przed robaczkiem. Popatrzył, podszedł, posmakował – widać było, że mu pasuje. Natrzaskał się jak trzeba. I poszedł dalej… do filiżanki z kawą.

Grilowanie sąsiada

No i mamy długi weekend. W zasadzie to dwa weekendy, połączone dwoma świętami i urlopem. Pogoda dopisuje, więc kto został w mieście, łapie za grill i… kopci! Sąsiedzi z lewej – kopcą! Sąsiedzi na wprost – kopcą! Sąsiedzi z prawej – o! A ci chyba zasłabli od upału! Nie kopcą?

Zderzenie

Siedziałem sobie spokojnie w domu, pisząc kod mojej nowej strony WWW, kiedy zadzwonił telefon. Wypadek drogowy, muszę jechać, pomóc bratu. Na miejscu widzę samochód brata rozbity od tyłu i drugi, z silnikiem wepchniętym do kabiny. Sprawca – starszy człowiek, który (jak mówi jego rodzina) jak już wsiądzie do samochodu, to gaz do dechy i nie hamuje aż dojedzie. W ten sposób spowodował już drugi poważny wypadek. Czy nie należałoby dożywotnio odbierać prawo jazdy ludziom, którzy spowodowali poważny wypadek? Czy nie należałoby wprowadzić obowiązku badań psychologicznych i psychotechnicznych co kilka lat dla wszystkich kierowców? Może po prostu niektórzy nie nadają się do prowadzenia samochodu?

Sikorki c.d.

No, to jest niezła komedia! Taka sikorka targa do budki badyl, który żadną miarą nie mieści się w poprzek. I zaczyna się kombinowanie: jedno podejście – nie weszło. Drugie podejście z obracaniem badyla w locie – też nie weszło. Chwila zastanowienia na pobliskiej gałęzi i kolejna próba – trochę dziobem, trochę nogą – weszło! Znam wymiary budki – sam ją robiłem – ten badyl nie miał prawa tam wejść!