Archiwum kategorii: Micro 4/3

Rozważania nad wielkością matrycy

Wielkość matrycy aparatu cyfrowego wciąż budzi wiele emocji. Dużo osób uważa, do pewnego stopnia nie bez racji, że im większa matryca, tym lepsze zdjęcia. Ale nie jest tak prosto – większa matryca to mniejsza głębia ostrości, co jest korzystne przy portrecie, ale powoduje problemy w makro. Większa matryca to większa użyteczna czułość, ale też większa waga i większy rozmiar aparatu. Dlatego najlepiej byłoby dobierać za każdym razem aparat, a dokładnie wielkość matrycy do zadania. Jakie wielkości matrycy mamy obecnie do dyspozycji? Pełna klatka filmu małoobrazkowego, czyli potocznie Full Frame, albo w nomenklaturze Nikona FX. Klatka zmniejszona, czyli format APS-C, albo u Nikona DX. Następnie własny format Olympusa i Panasonika – µ4/3. A dalej matryca 1″, czyli u Nikona CX oraz formaty mniejsze, stosowane głównie w kompaktach, a więc 1/1,8″ oraz 1/2,33″. Więcej tutaj.

 

 

Film nakręcony pod wodą przy pomocy Olympusa OM-D E-M1

Jak już pisałem, postanowiłem przy okazji urlopu pobawić się w podwodne filmowanie. No, takie prawie podwodne, czyli ja (a przynajmniej otwory oddechowe) nad wodą, natomiast kamera pod wodą 🙂

Film nagrany przy pomocy Olympusa OM-D E-M1, zapakowanego w pokrowiec Ewa Marine U-AX.

Pisałem poprzednio, że takie rozwiązanie daje niezłe efekty, ale ostatecznie zauważyłem kilka nieco uciążliwych problemów. Jeden z problemów to dźwięk. Otóż każde dotknięcie folii palcami jest słyszalne na filmie. Każda zmian położenia dłoni, każde przesunięcie palca. Również chlapanie wody jest słyszalne tak długo, jak długo choćby część pokrowca nie jest zanurzona. Kolejna sprawa to falowanie. Ze względu na swoją wyporność, pokrowiec przekazuje na aparat każdy, nawet najdrobniejszy ruch wody. Jest to nieco mniej odczuwalne w całkowitym zanurzeniu, ale jak długo pokrowiec znajduje się na powierzchni lub tuż pod powierzchnią, tak długo walka o stabilność kadru jest z góry skazana na porażkę.

Ale z drugiej strony ten pokrowiec pozwolił mi nagrać klika scen z moimi dziećmi, bawiącymi się w wodzie, jakie nie byłyby możliwe bez zastosowania jakiegoś rozwiązania, umożliwiającego zabezpieczenie kamery przed wodą 🙂

Z tego względu uważam zakup za udany i uzasadniony 🙂

Olympus OM-D E-M1 w wodzie

Urlop, lato, woda. I aparat fotograficzny. Zazwyczaj aparat fotograficzny + woda = straty i lamenty. Ale nie tym razem 🙂 Przed wyjazdem nad jezioro zastanawiałem się, jak podejść do zagadnienia zabezpieczenia aparatu przed wpadnięciem do wody. A jeszcze lepiej – przed skutkami celowego włożenia aparatu do wody – podczas pływania. Jedna z rozważanych przeze mnie opcji był Nikon 1 AW 1, ale horrendalna cena tego aparatu w połączeniu z dosyć skomplikowanym sposobem jego używania (o-ringi, smar uszczelniający) oraz fakt, że ja przecież rzadko mam potrzebę włożenia aparatu do wody spowodowały, że Nikon 1 AW 1 szybko odpadł z listy opcji. Do tego doszła sprawa uniwersalności rozwiązania – chciałbym mieć możliwość użycia dowolnego z moich aparatów. Ostatecznie wybór padł na jeden z wyrobów firmy Ewa-Marine. Czyli torba foliowa w wydaniu profi 🙂

Na pierwszy rzut oka wygląda toto nieco śmiesznie. Szczególnie, gdy jest w firmowej torebce – jakoś tak skojarzyło mi się z Teletubisiami 🙂

Ale w użyciu sprawdza się całkiem nieźle – pod warunkiem, że nie zamierzamy nurkować – w tym przypadku nie obejdzie się bez obciążników – wyporność opakowania wymaga sporego wysiłku, żeby zejść po wodę. Natomiast jeżeli nie mamy zamiaru nurkować, to wyporność staje się zaletą – mamy gwarancję, że jeżeli aparat wypadnie z ręki, czy też wypadnie za burtę kajaka czy łodzi, to na pewno nie utonie.

Warto pamiętać o kilku zmianach w konfiguracji aparatu przed zapakowaniem go do opakowania. Folia, z jakiej jest wykonane opakowanie Ewa-Marine jest wysokiej jakości i odporności i jest gruba. To praktycznie uniemożliwia przełączanije czego kolwiek na aparacie pod wodą. Więc wszystko trzeba odpowiednio ustawić przed zapakowaniem aparatu. I druga sprawa – zejście pod wodę powoduje obciskanie się folii wokół aparatu. A to z kolei powoduje, że ekran dotykowy zaczyna przełączać różne funkcje na własną rękę. Ekran dotykowy aparatu trzeba wyłączyć. Niestety, to samo dotyczy manipulatora (joysticka) na tylnej ściance aparatu, którym wybieramy aktywne pole AF. W prżeciwnym przypadku nie zapanujemy nad aktywnym polem ustawiania ostrości.

Rekomendowane ustawienia aparatu to wyłączenie wszelkich manipulatorów, jakie tylko można wyłączyć, aktywne centralne pole AF i (jeżeli jest) ciągłe ustawianie ostrości.

Pierwsze testy w i pod wodą pokazały, że takie rozwiązanie daje całkiem niezłe efekty.

I znów ciepełko!

Po dniach zimnych i mokrych, znów ciepło i przyjemnie 🙂

Olympus (tym razem OM-D E-M5) wraz obiektywem makro Olympus M.Zuiko Digital 60mm poszedł w ruch 🙂

 

Ceramika

Patyczki

Trzmiel

Róża

Chwila relaksu w ogródku

Korzystając z ładnej pogody, spędziłem kilka chwil w ogródku, z aparatem i obiektywem makro. Najpierw moją uwagę przykuł pajączek. Taki malutki, wielkości główki zapałki.

Pajączek

Z tak małym obiektem było trochę zachodu. Sam obiektyw makro nie wystarczał, nawet pomimo tego, że robiłem zdjęcia Olympusem OM-D E-M1, czyli aparatem o stosunkowo małej matrycy (format 4/3). Sam obiektyw daje skalę odwzorowania 1:1, ale nadal pajączek zajmował niewielką część kadru. Dlatego na obiektyw nakręciłem dodatkowo soczewkę (konwerter) makro Raynox DCR-250. W efekcie uzyskałem to, co widać na powyższym obrazku – jest to pełny kadr, bez przycinania. Oczywiście przy tak dużej skali odwzorowania pojawiły się kolejne problemy: a to mała głębia ostrości, a to mało światła, a największy problem, to stabilność – nawet najmniejsze drgnięcie aparatu czy gałązki, na której siedzi pająk i po zdjęciu. Na każdy problem jest jakaś rada. Światło zapewniła lampa błyskowa, stabilność solidny statyw, zamrożenie ruchu – lampa błyskowa.

Po pokonaniu tylu problemów w dużej skali odwzorowania, kolejne zdjęcie to już była prosta sprawa – znacznie mniejsza skala odwzorowania znacząco zredukowała problemy 🙂

Kwiatuszek

W obu przypadkach wielką pomocą okazał się wynalazek ze świata filmowania – tzw. „rig”. Zazwyczaj służy mi do zamocowania „follow focus”, lampy światła ciągłego i mikrofonu, gdy używam aparatu do kręcenia filmu, ale tym razem świetnie się spisał w roli podstawy, na której mogłem zamocować lampę błyskową dokładnie w takim położeniu, jakie sobie wymyśliłem, mogłem zamocować odbiornik zdalnego wyzwalania oraz blendę, odbijającą część światła lampy błyskowej w celu zrównoważenia oświetlenia.

Barwy jesieni

20131019153256

Znam wiele osób, które nie lubią jesieni, bo zimno, ciemno, deszczowo. A ja co roku z utęsknieniem czekam na jesień. Bo kończą się upały, bo właśnie wtedy pojawiają się KOLORY!

Olympus OM-D E-M1, Olympus M.Zuiko 60mm f/2,8 Macro.

Sójka w kąpieli

Czyli pierwsza próba nagrywania filmu przy pomocy Panasonic GX7.

Wreszcie wpadł w moje ręce Panasonic GX7. Poszedłem do ogródka, aby go wypróbować. A tu akurat sójka przyleciała wziąć kąpiel. No i w ten sposób powstało pierwsze nagranie przy pomocy GX7 🙂

A myślałem, że jak jest zimno, to się nie kąpie. A tu proszę, jaki czyścioch :-).

 W zasadzie chciałem przetestować sterowanie aparatem poprzez Wi-Fi. I nawet działa – wybór miejsca ustawiania ostrości oraz przybliżanie i oddalanie obrazu (czyli zmianę ogniskowej obiektywu) realizowałem palcem na ekranie iPada, podłączonego do aparatu działającego jako punkt dostępowy Wi-Fi.