Czy w Polsce jest rynek sztuki fotograficznej?

Czytam różne książki i czasopisma na temat fotografii i raz za razem nachodzi mnie taka refleksja, że w USA fotografia to rodzaj sztuki taki sam jak malarstwo, grafika i inne, natomiast w Polsce to w zasadzie sposób pokazania jakiegoś zdarzenia, po prostu narzędzie (foto)reportera. W Stanach podejście do fotografii jest bardziej artystyczne zarówno ze strony samych fotografów jak też ze strony odbiorców. Natomiast w Polsce oprócz wymyślania dziwnych nazw, jak choćby „fotografik” (No co to za koszmarek? Ten fotografik to fotograf, grafik, czy cyrkowiec, który robi fik?) to tak naprawdę nie widać fotografii jako sztuki. Tak, wiem, jest kilku fotogra(fików), ale żeby tę ich fotogra(fikę) było widać, to tak nie za bardzo. Zastanawia mnie dlaczego? Skąd bierze się taka sytuacja? Jest przecież ZPAF – czy ta instytucja nie zajmuje się popularyzacją fotografii? A, przepraszam, może ogranicza się ona do fotografiki?

A może po prostu w Polsce brakuje ludzi takich, jakimi byli Alfred Stieglitz, Minor White, Ansel Adams, Nancy Newhall, Dorothea Lange? Może nie ma tu ludzi takiego formatu, którym chciałoby się zrobić coś więcej niż tylko chałtura na weselu?

Niestety brak ludzi działających na rzecz fotografii ma wyraźny wpływ na zdjęcia, jakie widzimy i gdzie je widzimy. Gdzie? W Internecie. A jakie? No takie, że trudno się dziwić, iż coraz mniej ludzi postrzega fotografię jako sztukę, a coraz więcej jako kolejny rodzaj zanieczyszczenia środowiska – tym razem środowiska Internetu. Pewnie ma to bezpośredni związek z łatwością robienia zdjęć – wystarczy wyciągnąć z kieszenie telefon, wycelować i nacisnąć przycisk. I zdjęcie gotowe. No właśnie – zdjęcie, czy fotografia?

Share: